sobota, 27 listopada 2010

Ot tak...

Zapodałam sobie bombę kaloryczno-magnezową: ciasto czekoladowe i kakao.

Zaczynam myśleć o sylwestrze. Zeszłorocznym.

Aż trudno mi uwierzyć, że to było niecały rok temu. Wszystko było inne. I trudno było wtedy przewidzieć dzisiejszy stan rzeczy.
Choćby to, że P. już nie jest z B., skończył studia, robi doktorat... i jest totalnie bez pieniędzy. Albo, że my nagle zmienimy kontynent. Albo, że G. będzie miała taki ciężki rok. Albo, że Iv będzie miała taki dobry rok. Albo... długo by wymieniać.
Nie pamiętam wiele z tege sylwestra... mróz, śnieg, balkon i twarze. Uśmiechnięte.

I czuję taki drobny dreszczyk emocji na myśl, co mnie jeszcze czeka. Nie do przewidzenia.

2 komentarze:

  1. Dobrze, że nie wszystko da się przewidzieć.
    Pewnie w okolicy Świąt zacznę robić bilans kończącego się roku, na razie staram się jeszcze o tym nie myśleć. Pozdrowienia weekendowe,

    OdpowiedzUsuń
  2. hihihihihiihihiii lepiej nie widzieć, co nas czeka, bo niespodzianki są przyjemne :)

    OdpowiedzUsuń