Miał być senny dzień z dopracowywaniem projektów i zaczynaniem kolejnych, na tyle wcześnie żeby z wszystkim zdążyć w terminie, a najlepiej jeszcze z zapasem.
Z rana postanowiłam zadzwonić do domu. Mam wrażenie, że trafiłam na środek kłótni rodziców (nikt sie nie przyznał, ale głosy mieli jakieś takie drżące). Potem się okazało, że projekt wprawdzie kończę, ale wszytsko jest źle i trzeba poprawić (to by było na tyle, jeśli chodzi o bycie do przodu). Do tego jeszcze koleżanka wpadła, żeby jej pomóc. Lubię pomagać ludziom, ale przy każdym projekcie dostaję masę mejli z pytaniami i drzwi mi się nie zamykają - bo ciągle ktoś przychodzi. Ile można tłumaczyć jedno i to samo w kółko?
Dobrze, że jest dopiero południe - wszystko jeszcze nadrobię. Do rodziców zadzwonie znów w najbliższym czasie, żeby sprawdzić jak tam nastroje.
Miłego dnia i cierpliwości życzę.,
OdpowiedzUsuń