piątek, 6 maja 2011

Rozprężenie...

... totalne. Sesja się skończyła wczoraj (w każdym razie dla mnie) i to jak najbardziej pozytywnie. Na egzaminie zestresowałam się tak, że trzygodzinny egzamin napisałam w godzinę. To wszystko przez to, że kiedy się stresuję strasznie szybko (i brzydko, hehe) piszę. A z perwspektywy osoby trzeciej wygląda to po prostu jakby ten egzamin to była dla mnie bułka z masłem. Może i bułka, ale jakaś taka cięzkostrawna. W każdym razie mam wakacje... w tym sensie, że mogę zająć się moi badaniami. Och, naprawdę mam na to ochotę (choć coś czuję, że ochota przejdzie mi już w poniedziałek;-)).

W każdym razie wakacje objawiają się tym, że nie będzie już siedzenia po 11-13 godzin w labie (chyba, ze nam coś odbije) ani przychodzenia do labu w weekend. Na przyszły tydzień już mamy zaplanowaną imprezę i wyjazd na plażę. Mam nadzieję, że wszystko się uda. A nawet jak nie, to będę po prostu leżeć. Obijać się. Opalać się w cieniu i czytać ksiązki. Wprawdzie wolałąbym po polsku, bo łatwiej mi wchodzą... ale wszystkiego mieć nie można.

A propos wszystkiego. Szłam dziś załątwić jakieś drobne sprawy w dziekanacie i tak sobie przypomniałąm początek zeszłego semestru, czyli nasze pierwsze dni tutaj. Nie dość, że się zgubiliśmy w tym budynku, to jeszcze trudno było nam wytłumaczyć co właściwie chcemy załątwić. Jak tak sobie porównam, to jednak widze poprawę. Jeśli nie w warstwie językowej, to na pewno w pewności siebie.

4 komentarze:

  1. Czyli powód do dumy jest! :) Gratuluję skończonej sesji i odpoczywaj!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. No widzisz, powolutku się odnajdziesz do końca. A przynajmniej do punktu, który Cię zadowoli.
    Pozytywnego zakończenia sesji zaś gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo jesteś fantastyczną, zdolną i zaradną dziewczyną! Jestem z Ciebie dumna!

    OdpowiedzUsuń