Nigdy nie mów "nigdy", bo zmieni się to w "zawsze". Tyle razy powtarzałam sobie, nigdy więcej takiego semestru, następnym razem wezmę mniej zajęć, nic dodatkowo... może nawet zacznę olewać (to swoje zajęcia, to studentów).
I* nic się nie zmienia. Ba, mam wrażenie, że co roku jest tego więcej. No może poza zeszłym semestrem - ale wtedy było mi aż niedobrze, że jest tak luźno i nieciekawie.
Hmm, a może to po prostu ja się starzeję i wydaje mi się tylko, że robię więcej... Nie, to stanowczo nie to.
No* więc, za każdym razem twierdzę, że więcej już nie zniosę. Zobaczymy, w którym momencie będę miała rację;-) A* na razie spisuję sprawy do załatwienia na ten tydzień i mam wrażenie, jakby ktoś mi przyczepił na czole karteczke "B. - tańczy, śpiewa i stepuje... wszystko w mniej niż siedem dni".
Bo* to nie jest tak, ze narobiłam sobie jakieś zaległości - ba, normalnie wzorem systematyczności jestem ostatnio (no dobra, mam parę zaległych prac do przeczytania, ale to zostawiam na wakacje;-)), tylko po prostu wszyscy wydają się być przekonani,** że doktorant wszystko upchnie do swojego grafika... a potem jeszcze pytaja jak minął weekend. Bajecznie.
Na szczęście czerwone róże kwitną jak szalone. To pomaga odzyskać równowagę;-)
*Podobno nie zaczyna się zdania od "i", "a", "bo" ani od "no" - buahaha;]
** Może powinnam to potraktować jako komplement - może po mnie nie widać, że jak dostanę jeszcze jedno zadanie na ten tydzień to mnie coś trafi;]
I* nic się nie zmienia. Ba, mam wrażenie, że co roku jest tego więcej. No może poza zeszłym semestrem - ale wtedy było mi aż niedobrze, że jest tak luźno i nieciekawie.
Hmm, a może to po prostu ja się starzeję i wydaje mi się tylko, że robię więcej... Nie, to stanowczo nie to.
No* więc, za każdym razem twierdzę, że więcej już nie zniosę. Zobaczymy, w którym momencie będę miała rację;-) A* na razie spisuję sprawy do załatwienia na ten tydzień i mam wrażenie, jakby ktoś mi przyczepił na czole karteczke "B. - tańczy, śpiewa i stepuje... wszystko w mniej niż siedem dni".
Bo* to nie jest tak, ze narobiłam sobie jakieś zaległości - ba, normalnie wzorem systematyczności jestem ostatnio (no dobra, mam parę zaległych prac do przeczytania, ale to zostawiam na wakacje;-)), tylko po prostu wszyscy wydają się być przekonani,** że doktorant wszystko upchnie do swojego grafika... a potem jeszcze pytaja jak minął weekend. Bajecznie.
Na szczęście czerwone róże kwitną jak szalone. To pomaga odzyskać równowagę;-)
*Podobno nie zaczyna się zdania od "i", "a", "bo" ani od "no" - buahaha;]
** Może powinnam to potraktować jako komplement - może po mnie nie widać, że jak dostanę jeszcze jedno zadanie na ten tydzień to mnie coś trafi;]
hahhhahhahhahhahhaaa doktorant upchnie wszystko :))) nawet worki pod oczami za okulary i niczym czołg pójdzie dalej upychać :)))))
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy jeśli te róże kwitną jak szalone, to warto na ich podstawie równowagę budować... zdecydowanie powinnaś to rozważyć.
No i: dwója z zasad pisowni!! O!
jasne, ze warto, dwie skrajnoscipowinny sie znosic... no, tylko mi nie mow, ze zwykla arytmetyka tu nie dziala.
OdpowiedzUsuńA mozemy udac, ze jestesmy jeszcze w liceum i dwoja to ocena pozytywna?;-)
:) A ja też lubię zaczynać zdanie od a, więc, bo :) To pewnie komplement, albo Ty się tak maskujesz doskonale i wtapiasz w klimat ;) - nie widać po prostu. Może zacznij lepiej wysyłać sygnały ostrzegawcze, bo przy nadmiarze obowiązków to i czerwone róże nie pomogą.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia pogodne,
hm... w zasadzie możemy udać... ale i tak dwója dwóją pozostanie ;))
OdpowiedzUsuń