wtorek, 9 listopada 2010

Hmmm, tak powoli się myśli po obiedzie. Za chwilę zabiorę się doroboty, ale dopiero za chwilę.

Wczorajsze zajęcia z angielskiego mnie urzekły – nie ma jak dyskutować z ludźmi z różnych kultur. Nawet o tym, jakie powinny być działania rządu zmierzające do poprawy stanu środowiska naturalnego. I jakie to było zaskakujące, że najbardziej nie zgadzałam się z argumentami chłopaka z Europy. Nie wiem skąd dokładnie on był – ale się dowiem, bo to musi być strasznie zindoktrynowany kraj skoro studenci tam uważają, że dodatkowy podatek na paliwo to dobry pomysł na walkę z zanieczyszczeniem środowiska. Świat zwariował;-)

Wszystko jest zwariowane. Dziwnie tak jakoś – z jednej strony chcialabym się zaprzyjaźnić, z drugiej trzymam się na dystans. O co chodzi?

3 komentarze:

  1. ... prawdopodobnie chodzi o to, że każdy kraj wtłacza do głów swoich obywateli konkretną politykę i robi to czasami w sposób drastycznie skuteczny.

    OdpowiedzUsuń
  2. i pewnie to tez dziala w druga strone - kultura narodu ma tez wplyw na polityke

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem dystans jest bardzo potrzebny, żeby inni nie przytłoczyli - mając nieco inną wizję przyjaźni od naszej.
    Pozdrowienia pogodne

    OdpowiedzUsuń