niedziela, 5 grudnia 2010

Będę płakać.

Za chwilę. Usiądę sobie i wypłaczę wszystko. Może wstedy zejdzie ze mnie, co zejść powinno i równowaga wróci.
Już wiem, że nie zdąrzę przygotować porządnie zajęć. Czyli nie dość, że znów będę się czuła jak w zoo to jeszcze będę się motać w zeznaniach. Cudnie. I zupełnie nie wiem, jak ułożyć ten egzamin końcowy - nikt mi nie dał żadnych wskazówek.
I prezentację trzeba wysłać w poniedziałek rano. To jutro. Dziś nie mam już czasu nad tym siąść. Ostatnio każda chwila zagarnięcia chwili czasu dla siebie (w szerokim sensie: nawet chodzi o posprzątanie mieszkania, zrobienie zakupów... choć głównie jak takie luksusy jak spotkanie ze znajomymi), powoduje kaskadowe zsypanie się wszystkiego innego.
No nie ważne, nie będę po kolei wymieniać... chodzi o to, że nie daję sobie ostatnio rady. Lista zeległości rośnie.

----------------------
Pomogło.

3 komentarze:

  1. Jak pomogło... to chusteczką nos wyczyść i do roboty!!!! ;) I nie płacz, bo zaczynam się bać, że jakaś epidemia nastała...

    OdpowiedzUsuń
  2. Może i epidemia... ale jak się tak wszystkie potem weźmiemy do roboty to aż wióry polecą;)

    OdpowiedzUsuń
  3. hahhahhahahhahaaa no... najpierw będziemy musiały kubłami wodę pozbierać z podłóg... ;))

    OdpowiedzUsuń