... przyłoże chyba sobie sama, żeby miec jakieś niewyimaginowane problemy. No bo sama nie wiem co się ze mną dzieje, ale taka maruda się ze mnie zrobiła, że szok (w ciapki, kratkę, paski i w co tam jeszcze szoki bywają). Jeszcze południa nie ma, a ja już mam świetne na to dowody.
Wczoraj koleżanki, z którymi chodzę na jedne zajęcia poprosiły mnie o pomoc z jednym projektem. Wprawdzie poprosiły niezależnie, ale umówiłam się z nimi na rano - jak mamy robić to samo, to zróbmy to raz (czyi w kooperacji polsko-chińsko-indyjskiej). Jakoś przez to przebrnęłyśmy, okazało się, że nie bez powodu postanowiły się skonsultować, bo parę aspektów źle zrozumiały. No, ale ja od razu po całej akcji w zły humor wpadłam, bo wypowiedzieć się nie mogłam i dziewczyny musiały momentami się domyślać o co mi chodzi. Strasznie się czuję z tym angielskim jak sirota, która spadła z kosmosu i wydaje z siebie losowe dźwięki.
A teraz sobie tak myślę, że 1) mają kilka innych osób w grupie, które mogłyby im pomóc,a t o właśnie mnie poprosiły 2) jedna powiedziała, że jeszcze wpadnie jak bedzie miała problem 3) drugia obiecała zabrać mnie do Macy's w przyszłym tygodniu (ha, zapkupy! jak ich nie znoszę, tak potrzebuję ubrań)... czyli chyba nie było tak źle i dziewczyny nie odebrały mnie jako porażki.
Hmmm... tylko, gdzie ja znajdę odpowiednią pałkę...;-)
:*
OdpowiedzUsuńi.
buuuuahahhahhahahhhhahahhahhaaa obłęd w kropki. zdecydowanie w kropki!
OdpowiedzUsuńMyśl inaczej - każdy dzień, to nowe słowo, nowa umiejętność językowa. Wszak trening czyni mistrza! Jesteś wspaniała dziewczyną i.... nie dziwię się,ze do Ciebie będą ludzie się garnąć.
OdpowiedzUsuńRewizyta :) Jak widać perfekcyjna znajomość języka to nie wszystko, trzeba mieć to coś! ;)
OdpowiedzUsuń