Wariactwo sięga zenitu. Właściwie to przeskoczyło zenit i obiegło dwa razy dookoła. Stopień zorganizowania jaki muszę sobie narzucić żeby wszystko ogarnąć jest na wariackim poziomie. Właśnie wpisałam sobie do kalendarza na środę (w południe) "Zacząć się martwić". Mogłabym się martwić już dziś, ale to i tak nie pomoże. Mogłabym również nie martwić wcale, ale to grozi tym, że przegapimy datę wysłania pracy. Jak zacznę w środę to będzie w sam raz.
Grunt to zachować umiar, w zamartwianiu się również :) Trzymam kciuki, by udało Ci się wszystko na czas ogarnąć (na pewno się uda!).
OdpowiedzUsuńCiepłe pozdrowienia (choć u nas ledwo kilka stopni i deszcz)
Nie wiedziałam, że zamartwianie się też powinno się planować ;)))
OdpowiedzUsuńI oby zamartwianie nie weszło ci w krew... Co innego, takie planowe, kilkudniowe, a co innego na stałe :)) Pozdrawiam majowo
OdpowiedzUsuń:))))
OdpowiedzUsuńRozwaliłaś mnie tym planowanym zamartwianiem się.
Dzisiaj jest czwartek. Ciekawa jestem co wyszło z tego martwienia się w środę?
OdpowiedzUsuńMoże martwienie się lepiej zostawić na prawdziwe problemy. Jak uważasz?
@DoDa: to jest prawdziwy problem. Mysle, ze zawalenie czegos w pracy, w dodatku czego, od czego zalezy praca innych, nie jest wyimaginowanym problemem.
OdpowiedzUsuń